Zapowiedziany przepis :)
Faworki smażyłam nie raz, z różnych przepisów, ale tak kruchych i chrupiących jeszcze nie jadłam. Są tak samo smaczne dnia następnego, a nawet trzeciego jak tuż po smażeniu. Do tego te wielkie bąble.. :) Nie mogłam się od nich oderwać! Gwarantuje Wam że Wy też nie będziecie mogli ;) Ale uwaga..
... nie oszukujmy się.. Sekretem dobrych faworków nie jest tylko przepis. Ważne jest wybijanie ciasta dzięki czemu nabierają takiej chrupkości, oraz rozwałkowanie ciasta bardzo cieniutko. Warto więc zagonić do pomocy mężów ;) I jeśli nie spotkamy się do czwartku to już dzisiaj życzę Wam udanego dnia Obrzarstwa.. i pamiętajcie.. tego dnia umiar jest niewskazany.. ;)

Składniki:
- 0,5kg mąki
- 4 żółtka
- szczypta soli
- łyżka masła roślinnego
- ok. 200ml piwa (ilość regulować podczas zagniatania)
- olej do smażenia
- cukier puder do posypania
Wykonanie:
Wszystkie składniki połączyć ze sobą, wyrobić gładkie i elastyczne ciasto. Wybijać wałkiem około 10min (od tego etapu zależy jak bardzo kruche będą faworki).
Ciasto podzielić na mniejsze części. Rozwałkowując jedną część, resztę ciasta przykryć aby nie obeschło. Wałkować bardzo cienkie placki (im cieniej tym lepiej). Płaty kroić w paski szerokości około 4cm i szerokości ok. 10cm długości. W środku zrobić nacięcie, przeciągnąć przez nie jeden z rogów. (tutaj foto instrukcja)
Faworki smażyć na mocno rozgrzanym oleju z obu stron. Gotowe faworki układać na papierowym ręczniku, aby pozbyć się nadmiaru tłuszczu.
Jeszcze ciepłe posypać obficie cukrem pudrem.
Smacznego :)